Pierwszą (a właściwie czwartą

) tablicę informacyjną spotykamy już przy ścieżce nad strumyczkiem. Dowiadujemy się o odbywającym się w połowie lutego, od wielu już lat, karnawałowym Zjeździe Przemytników. W tym roku raczej nie uda się nam wziąć udziału w tej zabawie, ale kto wie? Może kiedyś przyjedziemy do Rokytnicy we właściwym czasie

.
Gdy już uwalniamy się od

niebezpieczeństwa zamoczenia w strumyku, trafiamy na kolejne komplikacje

dość ostry i kręty zjazd pełną wykrotów drogą. Hmmm... ten odcinek trasy nie za bardzo nadaje się na biegówki, ale cóż mamy począć

? Śmigamy, co rusz przerywając zjazd upadkiem i zagłębianiem się w puszyste śniegowe zaspy

. Miękko, więc upadki niegroźne, a zabawa przy tym przednia

. Wcale nie gorsza od obserwowania ścigających się przemytników i celników

. Z oczywistych względów, fotek z tego odcinka trasy nie mam, aparacik był schowany głęboko...
Kolejna tablica znajduje się już na skraju pochyłej łąki. Zanim zaczniemy kłaść na niej swoje dziewicze ślady, czytamy sobie to i owo...
Tablica trzecia czyli nr 2...
...a za nią kolejna lekko spadzista łąka.
Zjeżdżam pierwsza tak daleko, jak się da. Podnoszę się z zaspy i śmigam jeszcze trochę, gdyż powierzono mi ważne zadanie. Mianowicie, mam nakręcić filmik ze zjazdu całej reszty, która urządza sobie zawody, kto

najdalej zjedzie bez zanurkowania w śnieg i kto najszybciej minie "granicę" czyli mnie

.
Przed startem...
Filmu, ze względów oczywistych, nie zobaczycie

. Musicie mi uwierzyć na słowo, że ubawiłam się nieźle

, reszta zresztą też, niezależnie od ilości upadków i głębokości śnieżnych nurów

.
Ostatnia tablica (nr 1:
Za nią najbardziej stromy odcinek zjazdu. Nawet

bardzo stromy...