

Pora więc podgrzać nieco atmosferę

Opuszczamy miły zacieniony dziedziniec i okrążamy zamek.
Nagle słyszę ciche pogwizdywanie. Idę za tym gwizdem i docieram do małego stawu, pośród którego, czy mnie oczy nie mylą



Zobaczmy to bliżej:

Jeszcze bliżej


Tak, to On!



Misja zakończona sukcesem! Możemy jutro wracać do Polski z czystym sumieniem.
(Mam nadzieję, że Ci, którzy oczekiwali nagiego Jožina nie są bardzo zawiedzeni

Ale to nie koniec dzisiejszych atrakcji. Maslinka lubi dopiąć swego


Po drodze mijamy pięknie ukwiecone rzepakiem pola. (Szkoda, że ten rzepak taki alergizujący jest.)

W Vyškovie mamy problemy z trafieniem do owego aquaparku. Kierują nas jakoś dookoła, ale w końcu udaje się. Jest to taki "prawdziwy" aquapark, w polskim rozumieniu tego słowa, czyli pod dachem, z atrakcjami takimi jak zjeżdżalnie i różne bąbelki. Ale obok jest część zewnętrzna, a właściwie osobne kąpielisko "przyklejone" do aquaparku. O to nam chodziło. Wchodzimy!
Jest tu w zasadzie tylko jeden basen pływacki z małymi zjeżdżalniami, ale moje wymagania po mozolnych poszukiwaniach nieco zmalały. Wystarczy mi trochę trawki, coś do zjedzenia, no i oczywiście chłodna woda



Jak widać na zdjęciu, nie ma zbyt wielu amatorów kąpieli. Najgorsze są początki. Jakoś się zanurzyłam i jest mi cudownie


Potem na słoneczko i sięgam po przyjemną lekturę. Coś dla ducha, musi być też coś dla ciała. Jak już zauważył Leszek, 3 dni nic nie jedliśmy

Zamawiamy kuřecí řízek i hranolky:

Wszystko pyszne, piwo oczywiście najbardziej

Wracamy na ręczniki, dalej się wylegiwać...

c.d.n.