Re: ON...
Na placu Luža znajduje się najważniejszy kościół miasta: Kościół Sv. Vlaho (czyli Błażeja). Do kościoła prowadzą duże schody, które robią za miejskie ławki. Niestety kościół jest zamknięty i nie możemy zajrzeć do środka. Szczyt kościoła zwieńczony jest posągiem opiekuna miasta:

który w ręce trzyma model miasta.
Idę sprawdzić może boczne wejście jest otwarte, ale czeka mnie rozczarowanie

Przed kościołem na placu znajduje się kolumna Orlanda pochodząca z XV wieku i jako jeden z nielicznych obiektów nie został zniszczony. Kolumna przypomina o średniowiecznym bohaterze Orlando, który wspierał obywateli Księcia podczas oblężenia miasta przez piratów w VIII wieku. Przez wiele lat był to symbol wolności miasta – w końcu dewizą mieszkańców jest „wolności nie sprzedamy za żadne skarby świata”. Tu ogłaszano najważniejsze informacje, tu publicznie karano przestępców, czy stanowił jako pręgierz . Posąg to także ważny punkt dla kupców, gdyż łokieć Orladna był popularną miarą długości – 51,2 cm. Aby ułatwić odmierzanie na cokole z przodu pomnika, na wysokości jego stóp, wyryto „długość miary łokcia”

Orlando patrzy prosto na Plac Sponza czyli urząd celny, magazyn, a później mennica i akademia. Budynek jest 3-kondygnacyjny z przepięknymi arkadami tłumnie obleganymi przez umęczonych turystów. Pod arkadami jest wejście do niewielkiej izby pamięci ku poległym w czasie oblężenia miasta, ale tak jak kościół także było zamknięte

Okna przywołują na myśl budynki włoskie i z Porecia.


Idąc prosto od Pałacu po lewej stronie mamy Pałac Rektorów. To najbardziej reprezentatywny budynek miasta.

W czasie naszego pobytu na wewnętrznym dziedzińcu wystawiana była jakaś opera lub aria (już dokładnie nie pamiętam) i nie było można wejść. Przepiękne arkady podtrzymywane są przez bogato zdobione kolumny...





…i okna

W pałacu rezydował Rektor, który był co miesiąc wybierany . Rektor przez czas urzędowania nie mógł opuszczać pałacu, aby jego decyzje były niezależne i aby nie można było go przekupić. Jeszcze widok nocny


Stromymi schodami a la Hiszpańskie...

...dochodzimy do kościoła Św. Ignacego…

..i o dziwo jest otwarty. Zagląda do środka… Przyjemny chłód zaprasza na dłuższą wizytę, ale kościół na mnie nie robi wrażenia. Wychodzę… wprost do piekarnika
Przez jedną z bram wychodzimy na port. Patrzymy na Twierdzę Św. Jana

Kręcimy się , jemy lody i wracamy w obręb zbroi Księcia. Spacerujemy po coraz tłoczniejszych uliczkach, jest już wieczór, trochę chłodniej i aż chce się spacerować. Ale syn już zmęczony, więc jeszcze ostatnie spojrzenie...
I po schodkach do góry, przez labirynt wąskich, kamiennych i chłodnych uliczek zmierzamy do samochodu. Czeka nas 10-15 minutowy spacer pod górę. Ale dajemy radę i wracamy do Mlini.
Jestem usatysfakcjonowana ze spotkania z Księciem, nie zawiódł mnie mimo wysoko postawionej przez formowaczów poprzeczki. Może jeszcze tu wrócimy

Przecież jeszcze nie wracamy do domu
