Zapraszam do śledzenia relacji z naszej ósmej (jak ten czas leci!) podróży do Chorwacji

Wyjazdu tego najpierw nie planowaliśmy (no bo ile razy można jechać w tym samym kierunku?




A ponieważ w założeniu miały to być najlepsze wakacje


Od razu lojalnie ostrzegam

Planowaliśmy przede wszystkim zwiedzanie zatoczek - na większą skalę niż ostatnio na Braču, co miało być możliwe (i po części było) dzięki naszemu nowemu zakupowi

Zdjęcie "fiszajkowe", zrobione również nowym nabytkiem - podwodną kamerką (tańszą wersją GoPro

Challenger, który służył nam dobrze przez 3 lata, poszedł w odstawkę i zastąpił go dużo szybszy Sevylor Adventure, który sprawdzał się świetnie... do piątej kajakowej wyprawy


Hvaru dookoła może nie opłynęliśmy


Kończę przydługie wstępy i jedziemy...

1 sierpnia (czwartek)/ 2 sierpnia (piątek): Początek Przygody
Wyruszamy koło 21:30. Fabiak tradycyjnie nieco przyklapnięty i załadowany po dach:
Jak to jest, że co roku bierzemy więcej rzeczy

Podróż przebiega sprawnie. Trasa ta sama, co zwykle: A1 z Gliwic do czeskiej granicy - autostradą do Brna - autobaną



Czeka nas jeszcze długa droga chorwacką autostradą do zjazdu w Šestanovac, ale to już sama przyjemność


Tradycyjnie notuję różnicę temperatur przed i za tunelem zimno-ciepło (Sv. Rok), która w tym roku jest spora: 19,5 st. i 26 st. o godzinie 8:11

Pierwsza fotka Jadranu

Na to czeka się cały rok!

Początkowo chcieliśmy jechać ze Splitu, ale ostatecznie zwyciężyła chęć przejechania się Makarską Rivierą, przy zjeździe na którą trochę "zaspałam" i zdjęcie zrobiłam za późno:
Wkrótce trafiamy na coś nowego! Przebudowany fragment Jadranki za Bašką Vodą:
Tu wypada droga z nowego tunelu Sv. Ilja. Nie testowaliśmy, może następnym razem...

Dalej mijamy znane miejscowości Riviery, które wspominamy z sentymentem, np. Igrane:
czy nasze ulubione Živogošće Blato:
Dojeżdżamy do Drvenika. Kolejka, o dziwo, niezbyt długa:
Ston już płynie:
Mamy szczęście! Udaje nam się załapać na pierwszy prom (jako przedostatnie auto)

Zostawiamy Makarską Rivierę za sobą:
Jeszcze spędzimy tam kilka dni, wracając z Hvaru. Ale, póki co, przed nami lawendowa wyspa i nowa przygoda!

Focimy obowiązkowy "punkt programu":
i nie wiadomo kiedy dopływamy do wybrzeży Hvaru. Wita nas Sućuraj:
Przed nami "przerażające" hvarskie drogi. Stacjonować postanawiamy, oczywiście (i na początek!), w Jelsie

Ale o tym w następnym odcinku.
Serdecznie zapraszam

