napisał(a) Anai » 31.07.2015 19:28
Po majowym Wrocławiu było długo, długo nic...
... i dopiero w sierpniu udało się wyskoczyć na weekend, na camping do Pogorzelicy nad naszym ojczystym morzem.
Z pogodą nam się w zasadzie udało, tylko pierwszego dnia postraszyło groźnymi, burzowymi chmurami i ciut pokropiło.
Następne dni pogoda super, tylko jak zwykle drugiego dnia (już któryś raz z kolei w tej miejscówce

) trafiła nam się plaga meduz w morzu.
Poza tym Pogorzelica jest
the best, ma szerokie plaże z białym piaseczkiem, a jak się odejdzie kawałeczek to nawet całkiem puste i dużo płycizn i innych
łach - mielizn
w sęsie, w morzu

Deszcz (porządny) złapał nas dopiero w dniu wyjazdu...
Ooo... jak my szybko zwiewaliśmy z punktu widokowego przed Międzyzdrojami

500.
Takie straszne chmurzyska przegoniły nas z plaży pierwszego dnia...
501.
... ale opad, że się tak wyrażę, był z nich stosunkowo niewielki

502. ...

503.
Tę traffkę już co niektórzy widzieli...
504. ...

505.
Beach...