kkrzys napisał(a):Dziś na fali emocji Serbowie mówią "nie chcemy do Unii.
Słusznie prawisz, ale nie do końca. To nie Serbowie krzyczą, tylko rząd serbski. A to są dwie różne rzeczy.
Gdyby ktoś u nas posłuchał, że Polacy w ciągu - powiedzmy - 5 lat mieli trzy różne poglądy na temat stosunków z Rosją, to zgłupiałby i słusznie zauważył, że cierpimy na jakieś dolegliwości psychiczne. A tymczasem to nie Polacy, ale kolejne rządy, które - siłą rzeczy - miały różne od siebie, własne punkty widzenia.
Na "wielkiej demonstracji" w Belgradzie zebrało się 200 czy 300 tys. ludzi. Trzeba zauważyć, że mimo dnia wolnego w szkołach średnich, uczelniach i niektórych zakładach pracy, darmowych przejazdach do stolicy i zachętach w postaci niepilnowania ambasady USA, rządowi serbskiemu nieszczególnie się to wszystko udało. A że na takie "demonstracje" złazi się i zjeżdża masa pospolitych chuliganów, to rzecz oczywista. Są to tacy sami "obrońcy Serbii" jak nasi szalikowcy są "patriotami". Zdecydowana większość z tych "patriotów", którzy trafiła do szpitala, była bardzo pijana. I wierzyć mi się jakoś nie chce, by prawdziwi serbscy patrioci palili samochody,rabowali sklepy i wybijali szyby.
Pomnę, jak w latach 80tych, na demonstracje organizowane przez Solidarność masowo schodzili się także tacy młodzi ludzie, którzy po prostu - korzystając z okazji - chcieli porzucać kamieniami w milicję i bić się z ZOMO. Dzisiaj ci sami ludzie mówią, że "walczyli o wolną Polskę". Znam takich osobiście, z niektórymi chodziłem do szkoły średniej w tym czasie.
Tak więc - obecnie w Serbii jest taki czas, że normalni ludzie siedzą po cichu w domu i nie wychodzą na ulice. Sądzę - zupełnie po amatorsku, że zdecydowana większość Serbów ma dość całego Kosowa, dość tego problemu, i wolałaby normalnie żyć niż czekać w napięciu, czy panowie z rządu nie zechcą wywołać kolejnej wojny, która zniszczy im normalność.
Na pewno bardzo częsty jest pogląd, żeby dać sobie spokój z tym Kosowem i zająć się podnoszeniem poziomu życia i budowaniem normalności. Tylko że na razie głośno nie bardzo wypada to mówić, żeby przypadkiem nikogo nie pobili rzeczeni "patrioci". Chociaż ponoć powszechne jest przekonanie, że Kosowo jest stracone. Tyle że "nie wypada" głośno tak powiedzieć z obawy przed powyższym.
Że nie są to mrzonki, wypada podać przykład b. premiera Serbii, prozachodniego Dzindzicia, który w 2004 r. został zastrzelony przez serbskiego faszystę, pardon - "patriotę". Jest to - z mojej skromnej wiedzy - jedyny taki przypadek bratobójstwa w europejskim kraju po wojnie, kiedy ginie urzędujący premier.
W Serbii - co powszechnie wiadomo - dośc łatwo można porozumieć się po angielsku, mam na myśli oczywiście młode pokolenie. Są to ludzie, co chcą normalnie żyć. Oni się nie uczą ruskiego, tylko języka Europy białego człowieka. Nie przypadkiem.
Myślę, że erozję serbskiej zaściankowości dokonałaby eliminacja systemu wizowego, gdyż Serbowie muszą mieć wizy prawie wszędzie. Ponoć 70% młodych ludzi nigdy z tego powodu nie było za granicą. Otwarcie granic momentalnie zniszczyłoby w Serbii dobrze trzymający się pomiloseviciowski narodowy socjalizm.
Tak więc : nie piszmy co Serbowie krzyczą, ale jakie jest "oficjalne stanowisko serbskiego rządu".